Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2017-07-07 13:40

    Szczegółowa relacja opisująca szlak bojowy 6 Armii gen. Władymira Głuzdowskiego i wspierającego ją 7 Korpusu Zmechanizowanego Gwardii od przyczółku malczyckiego do bram Wrocławia. Autorzy, Robert Primke i Maciej Szczerepa,  dzień po dniu, a czasami nawet godzina po godzinie, ukazują przebieg walk w rejonie Malczyc, Środy Śląskiej, Kostomłotów, Kątów Wrocławskich, Kobierzyc, dzisiejszych dzielnic Wrocławia: Leśnicy, Strachowic, Muchoboru Wielkiego, Oporowa i wielu innych miejscowości

  • 2017-07-07 06:57

    Książka Bartłomieja Grzegorza Sali "Drewniane zabytki polskich Karkonoszy" proponuje Czytelnikom spotkanie z szesnastoma obiektami najwyższej grupy górskiej Sudetów w całości lub znacznej części wykonanych w drewnie. Autor skupia się na historii i tradycjach opisanych zabytków, jednocześnie stawiając na zwięzłość przekazu. Niewielka publikacja zaprasza turystów do obejrzenia drewnianych skarbów Karkonoszy i zachęca do zagłębienia się w ich przeszłość

  • 2017-04-06 22:14

    W swojej najnowszej książce, Marek Gaworski zaprasza w podróż w czasie. Śląskie zamki mają bogate dzieje pisane nie tylko przez wydarzenia historyczne, ale również ich właścicieli. W albumie przedstawionych zostało ponad sto rezydencji szlacheckich. Krótki opis (również w języku niemieckim) ilustrowany jest zawsze archiwalnym zdjęciem obiektu, często z jego właścicielami, czy w postaci scenek rodzajowych. Pozycja szczególnie cenna dla miłośników dawnych klimatów...

  • 2017-04-01 21:37

    Przewodnik "Na tropie zaginionego Breslau" to propozycja dla zwolenników nieszablonowego zwiedzania miasta, którzy chcieliby się zapoznać z historią i architekturą Wrocławia, zagłębiając się jednocześnie w świat znakomitych powieści kryminalnych Marka Krajewskiego. Literacki spacer z dreszczykiem będzie okazją do poznania złożonego i wyjątkowego charakteru miasta...

  • 2017-03-26 08:00

    Nie znam drugiej książki, która w tak dojmujący sposób ukazywałaby sprawy ludzi mieszkających u stóp Karkonoszy. Autorka wprowadza nas w środowisko laborantów, a poniekąd i ich przeciwników – medyków, ukazuje nam mechanizmy ich konfliktów, które jak wiemy z historii doprowadziły do całkowitego zniwelowania tych pierwszych. Oto przed naszymi oczami stają dojrzali mistrzowie laboranckiego fachu i narybek szykujący się do przejęcia warsztatów, gdy nadejdzie czas na zmianę

Wizyt:
Dzisiaj: 1601Wszystkich: 1881904

Chilli Charge – ratunek w miniaturze

2017-02-08 08:46

     Dziarskim krokiem podążamy górskim szlakiem, podziwiamy panoramy, staramy się regulować przyspieszony na podejściach oddech, wsłuchując się jednocześnie w kojące dźwięki otaczającej nas przyrody. W szum lasu i śpiew ptaków wdziera się jednak nagle fałszywa nuta. Oznaczać może tylko jedno: w kieszeni mamy rozładowany telefon. Ładowarkę to i może mamy w plecaku, ale co z nią począć na odludziu? Ratunkiem może być wówczas powerbank.

     Firma dystrybuująca ratunkowego powerbanka „Chilli Charge”, na swojej stronie internetowej (www.chillicharge.com) kieruje swoją ofertę przede wszystkim do uczestników koncertów, odwiedzających kluby i bawiących się na imprezach wśród przyjaciół. Myślę, że śmiało można poszerzyć grupę klientów o osoby aktywnie spędzające swój czas poza miastem, poza miejscami z dostępem do energii. Przyjrzyjmy się zatem ofercie ratunkowych powerbanków.

     Słowo „ratunkowy” sugeruje, że „Chilli Charge” nie jest typowym powerbankiem, tylko urządzeniem przeznaczonym do awaryjnego ratowania nas w podbramkowej sytuacji. I tak rzeczywiście jest. Kilkakrotne testy wykazały, że ładowanie mojego Samsunga (zawsze z poziomu całkowitego rozładowania) kończy się na liczbach: 51%, 31%, 37%, 45% oraz 30%. W jednym wypadku ładowanie skończyło się na 9%, ale zrzucam to na karb niewłaściwego lub zbyt krótkiego ładowania – niemniej jednak taka sytuacja miała miejsce. 

     Fabrycznie powerbank zapakowany jest w wodoodporną saszetkę, którą rozdzieramy i mamy gotowe źródło energii. Jego niewielkie rozmiary (5,8 x 5,8 x 0,9 cm, waży zaledwie 34 gramy) pozwalają wrzucić go w kieszeń i mieć zawsze przy sobie. Niepotrzebny jest kabel łączący powerbanka z naszym telefonem, do dyspozycji mamy bowiem wbudowaną końcówkę, którą po prostu wtykamy w gniazdo naszego telefonu. Do wyboru są dwie wersje: dla telefonów Android i iPhone. Ratunkowego powerbanka można oczywiście ładować wielokrotnie, używamy do tego standardowej ładowarki do telefonu.

     Podsumowując: „Chilli Charge” to ciekawy, wart zainteresowania pomysł na spokojniejszą wędrówkę w terenie, w którym nie mamy dostępu do energii. No, bo nawet największy miłośnik natury i przeciwnik nowych technologii, korzysta jednak z telefonu, a już na pewno może zdarzyć się przygoda, gdy będzie musiał skorzystać. Oby nie było wówczas niespodzianki w postaci rozładowanego telefonu. Brak powerbanka w plecaku może wtedy mocno skomplikować życie…

Waldemar Brygier - NaszeSudety

 


Zobacz także:
strona www ratunkowego powerbanka Chilli Charge 
weź udział w konkursach NaszeSudety (do wygrania m.in. powerbanki Chilli Charge) 

 

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

Komentarz
Facebook