Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2020-06-04 11:46

    Na rynku księgarskim ukazała się nowa książka Hannibala Smoke’a, zatytułowana „Cicha apokalipsa. Zrujnowane pałace Dolnego Śląska”. Dwa poprzednie dzieła, w których autor opisał nieistniejące pałace Dolnego Śląska oraz zrujnowane obiekty w stolicy Dolnego Śląska cieszyły się tak dużym zainteresowaniem, że i kolejna książka z pewnością będzie bestsellerem.

  • 2020-05-22 08:28

    Krakowskie wydawnictwo Compass coraz śmielej poczyna sobie na sudeckim rynku wydawniczym i właśnie zaproponowało kolejne wydanie mapy Gór Stołowych. Kolejne, bo to już trzecia  edycja opracowania kartograficznego, obejmującego najpopularniejszy wśród turystów obszar leżący na ziemi kłodzkiej. Postanowiliśmy przyjrzeć się mapie nieco bliżej…

  • 2020-05-15 10:10

    Karkonosze. Spacerownik ilustrowany to w moim zamyśle ksiązka inna niż dotychczasowe przewodniki i albumy fotograficzne poświęcone tym górom. Opisując i ilustrując zdjęciami spacery po karkonoskich szlakach, starałem się pokazać piękno polskich i czeskich Karkonoszy, a także przekazać nieco wskazówek praktycznych. Piszę o miejscach bardzo popularnych i tych mniej znanych, choć równie atrakcyjnych. Od ponad pół wieku jestem nieuleczalnie zakochany w Karkonoszach

  • 2020-05-15 10:08

    Celem niniejszej pracy jest przedstawienie historii wsi Żelazno po 1945 r., a przede wszystkim losów jej mieszkańców, którzy od ponad siedemdziesięciu lat tworzą lokalną społeczność. W literaturze przedmiotu, dotyczącej losów ziemi kłodzkiej oraz jej powojennej historii, nie ma opracowania, które byłoby poświęcone jedynie dziejom tej wsi. Przedmiotem analizy jest okres od wczesnych lat powojennych po transformację ustrojową w 1989 r.

  • 2020-05-15 10:02

    Kolejny numer czasopisma "Sudety" przynosi jak zwykle szereg ciekawych artykułów, które z pewnością zainteresują miłosników Sudetów. Między innymi przeczytać w nim mozna o rytualnym sanatorium w Kudowie-Zdroju, Teplickim Skalnym Mieście, o Theodorze Fontane i jego związkach z Karkonoszami, a także o granitowym sercu Polski i uzdrowisku jak Bad Gastein...

Które z n/w pasm jest Twoim ulubionym?
Sonda
Wizyt:
Dzisiaj: 4306Wszystkich: 6457700

Szczyt Śnieżki ogrodzony!

2020-06-25 07:29

     Na szczycie Śnieżki zostały zamontowane czerwone siatki wygradzające obszar, który jest udostępniany turystom. Montowali je wolontariusze oraz pracownicy KPN i KRNAP. Siatki mają nie tylko być fizyczną barierą, ale też symbolem tego jak może wyglądać Śnieżka.

     - Goście wydeptują i urządzają pikniki na murawach wysokogórskich, które mamy w piętrze alpejskim jedynie na Śnieżce - mówi dyrektor KPN Andrzej Raj. - Pomysł montażu siatek wyszedł od naszych partnerów z Czech. Oni też zamontowali dodatkowych 20 ławek na szczycie. 

     Śnieżka jak podkreśla botanik Patrycja Rachwalska to obszar porośnięty wyjątkową roślinnością, chociażby kwitnącymi w tej chwili sasankami alpejskimi. Takie murawy  nie są odporne na wydeptywanie.  Szybko powstają na Śnieżce  nowe obszary pozbawione cennej roślinności. - Te murawy odrastają dużo wolniej niż trawniki w miastach - dodaje Monika Rusztecka, szefowa działu udostępniania w KPN  - to co na dole odrasta w jeden sezon tu potrzebuje trzech.

    Siatki na Śnieżce pozostaną do końca letniego sezonu turystycznego. Mają nie tylko oddzielać ludzi od cennych obszarów, ale również być pewnym symbolem. Sam fakt, że trzeba  je byo zamontowac daje do myślenia.

[Karkonoski Park Narodowy]
 

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

  • Tomek Nawrot2020-07-12 10:02

    "a wilków nikt nie zjada" - hm..., nie wiem, czy ludzie owce jadają, ale barany na pewno. Chciałbyś, żeby coś Ciebie zjadło? Ludzie się nie jada, więc i wilków się nie konsumuje. Sprawiedliwość musi być ;)

  • Silesiophilus2020-07-10 21:08

    Ale w Sowich między Zygmuntówką a Srebrną Górą tłumów już nie ma, a górskie "dzień dobry" miewa sens. Za to wilki panie! Owce tam hodowcom zjadają (a wilków nikt nie zjada, ot sprawiedliwość, w sumie jako zodiakalny duży kot ja bym wilka zjadł...). No dobrze, miało być o Śnieżce - na Śnieżce też bym coś zjadł.... Ale co można zjeść w tym nędznym barze w którym zawsze, ilekroć tam byłem, śmierdziało starą ścierką (lud, o zgrozo, nazywa to miejsce restauracją)?

  • Tomek Nawrot2020-07-06 18:53

    Tomek, nieco mniejszy? Znacznie mniejszy. Wynika to przede wszystkim z faktu, że powierzchnia Tatr po słowackiej stronie jest klika razy większa. W Kaczawskich wszędzie mało jest ludzi. Nie można tego jednak powiedzieć o Sowich. Szlaki z Przełęczy Walimskiej i Sokolej na Wielką Sowę w weekendy wyglądają niemal jak wejście na Giewont.

  • Tomasz Drożdż2020-07-06 13:18

    faktycznie, totalnie przeludnione są Tatry po polskiej stronie, a na Słowacji jest nieco mniejszy ruch. Chociaż i w polskich Tatrach są miejsca, w których nawet i w środku lata bywa pustawo. Mam na myśli zwłaszcza Tatry Zachodnie i to wczesną jesienią. Choć wolę dość odludne Niskie Tatry (Chopok)) i Słowacki Raj z bardzo zadbanymi trasami w krasowych wąwozach i rozpadlinach z potokami (taka mała Orla Perć z drabinkami, klamrami i mostkami ale ukryta w dużej części nawet pod poziomem okolicznych gór).
    Nie sądzę, aby udało się skierować tych, którzy MUSZĄ wejść na Trzy Korony, Giewont, Śnieżkę w inne miejsca. Oni tam muszą być i tyle. Lecz poruszają się utartymi szlakami, których wtedy trzeba unikać. I wrócić o innej porze dnia albo o innej porze roku. Kiedyś w zimie byłem nawet jedynym turystą nocującym w Domu Śląskim. W ubiegłym roku w październiku zdarzyło mi się to w Labskiej Boudzie. Więc co do zasady - jestem zadowolony. No i zawsze można pospacerować po Kaczawach, czy Górach Sowich.

  • Tomek Nawrot2020-07-06 10:10

    Tomku, pisząc o przeludnieniu Tatr miałeś chyba na myśli polskie? Co prawda w słowackich byłem 20 lat temu, było tam mało ludzi, wręcz kameralnie. Nie wiem jak teraz, ale chyba nie ma tam kolejek do wejścia na jakiś szczyt, jak na Giewont?
    Pawle, pomysł prywatyzacji lasów nie dotyczył gruntów, ale zarządzania nimi.
    Silesiophilus, napisałeś, że w niektórych miejscach trudno przejść bez meczety. Tak faktycznie jest. Jednak jak to odmienić? Udrażnianie mało uczęszczanych szlaków to duże dodatkowe koszty. Ktoś może powiedzieć, że jeśli takie szlaki będą zadbane, to ludzie zaczną nimi chodzić. Ale czy na pewno? Od dawna mówi się o tym, abym ruch turystyczny przekierowywać z miejsc zatłoczonych do tych, które są prawie bezludne. Jednak nie widzę, aby to się działo. Chyba brakuje skutecznego pomysłu. Choć są wyjątki. Ostatni taki zauważyłem na Pogórzu Kaczawskim. W kilku miejscach zrobiono single tracki, postawiono dwie wieże widokowe i jeździ tam teraz na rowerach sporo ludzi. Widać to chociażby po dużej ilości samochodów na parkingach, przy których ścieżki mają swój początek.

  • Silesiophilus2020-07-03 19:49

    "Elektryczne pastuchy" to małe piwo, ale wysoki na dwa-trzy metry płot z siatki drucianej, przez który ani przejść, ani przeskoczyć (o tyczce chyba) - to już zmora.

  • Paweł Rembarz2020-07-02 19:25

    "co do płotków i elektrycznych pastuchów pojawiających się w poprzek szlaków i ścieżek rowerowych -to zjawisko jest niestety wszechobecne, także na nizinach..."

    Nie wiem czy prowadzący tu dyskusję szanowni wędrowcy i wielbiciele regionu wiedzą, ale z roku na rok takich miejsc w polskich górach (i nie tylko) przybywa, dlatego i tabliczek z napisami "teren prywatny" będzie coraz więcej. Liczba gruntów przechodzących w ręce prywatne rośnie, zaś wiele takich transakcji odbywa się prawie po cichu. Skąd to wiem? Po części od jednego pracownika Lasów Państwowych, którego znam. Nie dało się "na głośno" sprywatyzować polskich lasów, więc robi się to samo metodami bardziej wyrafinowanymi.

  • Tomasz Drożdż2020-07-01 21:15

    S. - zgadzam się, że są miejsca w bliskich górach dużych i małych, w których jest cicho, nieomal bezludnie i bezpiecznie. Ani w tatry, ani w Bieszczady już nie jeżdżę ( z wielu powodów, a głównie ze względu na skrajne przeludnienie tych gór). W moich ukochanych Karkonoszach, po których chodzę już ponad 55 lat, wciąż odkrywam nowe ścieżki i miejsca, które zadziwiają swą odludnością. To tak, jak z okolicami Śnieżki, które są zatłoczone jedynie do godziny odjazdu ostatniego wyciągu. Nawet latem można na Śnieżce przeżywać wschody i zachody słońca i księżyca nieomal w samotności. To samo dotyczy wielu miejsc w czeskich Karkonoszach, które jedynie w ciągu dnia i w weekendy bywają zatłoczone. Nie narzekam i chyba wiem czego raczej należy unikać. Choć te paskudnie zatłoczone miejsca też muszą być, bo wtedy łatwiej docenić urok tych innych. Podobnie, jak muszą być głupcy i brzydkie kobiety, aby na ich tle jaśniała cała reszta ;-)

    co do płotków i elektrycznych pastuchów pojawiających się w poprzek szlaków i ścieżek rowerowych -to zjawisko jest niestety wszechobecne, także na nizinach...

  • Silesiophilus2020-06-29 21:37

    Z drugiej strony.... jest tyle pięknych miejsc, gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda.... nawet za bardzo nie zagląda, bo szlaki zarosłe tak, że czasem trudno przejść bez maczety (rok temu miałem tak na - zdawało by się - renomowanym szlaku zamków piastowskich w rejonie Wlenia). W sumie bardziej niż płotki na Śnieżce, na którą się nie wybieram, martwią mnie coraz powszechniejsze płoty z drucianej siatki w lasach i na polach / łąkach. Dla turysty, który lubi zejść ze szlaku - katorga (przez taki płot nie da się przejść, nie niszcząc go), a dla zwierzyny - katastrofa. Polecam problem ekologom….

  • Tomasz Drożdż2020-06-29 17:34

    Dziękuję za komentarze.
    Skoro wpływy z mandatów rzeczywiście nie trafiają do budżetów parków narodowych, tylko lądują w ogólnym kołchozie zwanym Skarbem Państwa, to nie mam w tym temacie nic więcej do powiedzenia.
    Wikipedia - tak, jest to przykład bardzo trafny. Mój kolega wykładający na bardzo renomowanej uczelni ( nie w jakiejś wyższej szkole gotowania na gazie albo kosmetologii) opowiadał mi kiedyś o przypadkach chamskiego przerywania wykładów przez studentów ze smartfonami w ręku, którzy usiłowali prostować "błędy" wykładowcy. Bo w Wikipedii wyczytali coś innego, niż on głosił.
    Do tego dochodzi bylejakość stanowionego prawa, brak informacji o aktualnie obowiązujących przepisach (także tych, które regulują aktualne zasady ruchu turystycznego w parkach narodowych) albo podawanie ich treści (na przykład na stronach BIP) z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Pozostają więc bufonada oraz tyrady i groźby pod adresem turystów. Przy braku egzekwowania prawa - robi się to co najwyżej śmiesznie. Pozostaje więc stawiać kolorowe płotki. Moim zdaniem - adresaci tego płotkowego przesłania i tak nic nie zrozumieją. A jeśli nawet zrozumieją, to się uśmieją. A normalni (nieśmiecący i nieschodzący za szlaków) turyści będę wędrować wzdłuż coraz dłuższych oczoj...nych płotów.
    Nie tędy droga.
    Kto był w górach choćby w Austrii, Niemczech, Szwajcarii lub choćby w Słowenii (celowo piszę: "w górach", a nie tylko w parkach narodowych) wie, że może być inaczej. Czyli normalnie i bez kolorowych płotków. I nie trzeba wielu strażników, bo inni turyści zwrócą natychmiast każdemu uwagę na niewłaściwe zachowanie na szlaku...

  • Adam Włoch2020-06-29 10:06

    Wpływy z mandatów wystawianych przez Straż Parku są dochodem skarbu państwa. KPN nie ma z nich nic (stąd wytłumaczenie niedostatecznej motywacji).

    Oczywiście, nie ma wątpliwości, że egzekucja w Polsce jakichkolwiek przepisów leży i kwiczy. Mandaty są oczywiście bardzo skuteczne (pamiętam, gdy kilka lat temu jechałem samochodem przez Litwę i nie mogłem zrozumieć, jak to jest, że co chwilę najeżdżaliśmy na toczące się wolniej samochody miejscowych mimo drogi prostej jak drut i w dodatku ogrodzonej siatką przed zwierzyną; dopiero po chwili wpadłem na przyczynę: 90 to 90), ale nawet i pouczenia robią swoje. Kilka dni temu wszedłem do osiedlowego Lidla bez maseczki i z miejsca zebrałem ochrzan. W innym - bliższym miejscu pracy - załoga ma na to wylane. Skutek: w osiedlowym wszyscy chodzą jak należy, w "przypracowym" wolna amerykanka.

  • Silesiophilus2020-06-28 23:04

    Panie Tomaszu: ""Nakłada się na to [...] niechęć do jakichkolwiek autorytetów […]". Jest Pan pewien? Dygresja: dziś odbierałem z pralni garnitur. Chwila pogawędki z panią, która zaczęła mówić o jakichś tych, co sprzedali Polskę komuś tam. Zaznaczyła, ze nie ma telewizora, w związku z czym nawet pomyślałem, że ta diagnoza to z jej strony jakaś ironia. Dodała jednak w końcu, ze słucha tylko radia i wszystko stało się jasne. Powiedziałem, że ta rozmowa zaczyna mnie boleć, a ponieważ swój garnitur miałem już w ręce, odszedłem dodając: z Bogiem i z rozumem.
    Ludzie mają różne autorytety: dla miśka co skacze po stoku Śnieżki autorytetem będzie inny misiek, który tak zrobił rok wcześniej i utrwalił to fotką. A jeśli chodzi o nie tyle autorytety, co kompetencje, to proszę zwrócić uwagę na spustoszenie, jakie sieje Wikipedia. Każdy może tam napisać lub uzupełnić hasło - KAŻDY. Hasło, które dla milionów jest ŻRÓDŁEM WIEDZY, jedynym! Owi encyklopedyści w dyskusjach, jakie skrywają się pod hasłami, często wymądrzają się zaczynając od słów w rodzaju, "nie wiem, ale zdaje mi się, że powinno być tak a tak". Niektórzy z tych, nawet liczni, mają uprawnienia redaktorów i tak dalej. O reszcie kiedyś chyba napisze coś większego.
    Na naszych oczach gwałtownie przebiega proces cywilizacyjnej autodestrukcji, o skutkach którego wolę nawet nie pisać, bo nie lubię profetyzmu. Jeśli jednak przeszłość czegoś uczy, to coraz lepiej rozumiem św. Augustyna, który głowę miał w grecko-rzymskim, chrześcijańsko zabarwionym antyku, ale nogami stąpał po ziemi skalanej barbarzyństwem. Polecam św. Augustyna.....

  • Tomasz Drożdż2020-06-27 17:47

    S. - pełna zgoda (tym razem). Stanowienie prawa, na przykład przepisów o ochronie przyrody, a i nawet takiego małego prawa miejscowego, jakim są zasady udostępniania zasobów parku w celach turystycznych, bez egzekwowania przestrzegania tego prawa - jest bez sensu. Ośmiesza prawodawcę i zachęca innych do łamania prawa (przestrzeganie prawa jest wówczas oceniane jako przejaw słabości i frajerstwa).
    Ustawienie patrolu samochodowego straży parkowej na Polanie nic nie da, gdy strażnicy będą siedzieć w aucie. Tak samo jak same przejażdżki coraz lepszymi terenówkami po terenie KPN. Gdy kiedyś zwróciłem uwagę strażnikowi na barana z plecakiem, który właśnie lazł w naszą stronę zamkniętym szlakiem, ten wzruszył ramionami i odszedł mamrocząc "panie, przecież ich wszystkich nie wyłapiemy".
    O ile pamiętam, brak większej aktywności tych panów polega na tym, że wpływy z mandatów trafiają do budżetu gminnego, a nie na konto parku. Jeśli się mylę, to proszę kogoś bardziej kompetentnego o sprostowanie. A ja wtedy grzecznie przeproszę.
    Nakłada się na to ogólne durnienie społeczeństwa, niechęć do jakichkolwiek autorytetów i zwykłe "manie w pompie". Przy braku reakcji - napędza się toto dalej. Żadne szkaradne płotki tego nie zmienią. Ale to są takie płotki na miarę naszych (?) możliwości. Dlatego jestem mamutem na wyginięciu i pesymistą...

  • Silesiophilus2020-06-27 13:30

    I właśnie w tym problem - nawiązuję do wypowiedzi pana Tomasz Drożdża - że zamiast korzystać z istniejących unormowań i narzędzi umożliwiających penalizację patologicznych zachowań, eskaluje się ograniczenia, co jest wyrazem bezsilności, niekompetencji i koniec końców swoistej histerii. Namnażanie w krajobrazie różnych paskudztw typu płoty nie pomoże przyrodzie, a na pewno ją oszpeci. Płoty symbolicznie nic nie pokazują (ktoś chyba nie zna znaczenia słowa symbol), one są dosłowne, namacalne i paskudne. Filozofia dyrekcji parku w rodzaju: nie umiecie uszanować - ogrodzimy, to ślepa ulica. Strażnik parku w mundurze lub nawet dwóch na pewno zarobili by na swoje etaty mandatami.... Nie oszukujmy się: społeczeństwo (nie tylko polskie) coraz bardziej infantylnieje i prymitywnieje. Nie ma innego wyjścia, jak edukowanie go, także mandatami. Proszę sobie wyobrazić, że muzealnicy będą karać niepokornych zwierzających zasłaniając wszystkim gabloty, kina będą pokazywały filmy od połowy, opery nie wykonają uwertur za karę.... Nie tędy droga! Jeszcze raz powtórzę - stosowanie odpowiedzialności zbiorowej to wyjątkowo paskudny, (posttotalitarny?) nawyk. Oszpecono siatkami szczyt Śnieżki i komu zrobiono na złość? Palantom, którzy nie umieli się tam zachować? Na pewno im?

  • Tomek Nawrot2020-06-27 10:12

    "Zakazywanie wstępu (casus Raduni) wszystkim to, poza tym, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej" - też moim zdaniem odpowiedzialność zbiorowa nie jest najlepsza, bo niesprawiedliwa. Tylko jak inaczej widzisz ochronę szczytu Raduni?
    "szpecenia szczytu Śnieżki płotem to działania sprzeczne z wolą ochrony przyrody" - dlaczego?
    "bo teraz chroniony będzie płot i sama ochrona" - i o to chodzi. Przecież jest napisane w tekście: "Siatki mają nie tylko być fizyczną barierą, ale też symbolem tego jak może wyglądać Śnieżka." Czyli ma to dać do myślenia, a nie jest to rozwiązanie na zawsze.

  • Tomasz Drożdż2020-06-27 09:11

    Dziwię się, że dopiero teraz zamontowano tu i ówdzie te ohydne siatkowe płoty. Jest to jakieś działanie mające - w zamiarze autorów - uświadomić kmiotkom, bezmózgowcom i cwaniakom, że na terenie parków narodowych panują pewne zasady. Lepiej cokolwiek robić w tym późno niż wcale. A dotychczas - to było raczej ogólne nic nierobienie. No może parę osób ukarano mandatami i opublikowano kilka filmików w necie. Ale przede wszystkim, lamentowano w stylu "łolaboga, jak ci turyści śmiecą i bałaganią".
    Z moich obserwacji wiem, że skala naruszeń przepisów parkowych i zwykłego chamstwa jest ogromna : śmiecenie, hałasowanie, płoszenie zwierzyny, schodzenie ze szlaków, korzystanie ze szlaków zamykanych okresowo, jazda rowerem po szlakach do tego nieprzeznaczonych, a nawet używanie dronów. Co gorsza, często spotykam w internecie selfie i inne zdjęcia, które bezmyślnie dokumentują zejście ich autora ze szlaku, zwłaszcza poza barierki nad Wielkim Stawem i nad Śnieżnymi Kotłami. Kilka lat temu jacyś durnie chwalili się nawet przejściem całych Kozich Grzbietów starą ścieżką, która zamknięta jest od dziesiątek lat. I oczywiście, zamieścili zdjęcia.

    Karkonosze nie są tu wyjątkiem. Przykład Raduni jest bardzo trafny. Ja od lat nie jeżdżę w Tatry, bo tam skala tego typu burackich zachowań jest jeszcze większa.

    Jeśli chodzi o te pomarańczowe płotki, to ja pesymistycznie widzę ich wpływ na świadomość "turystów". Oni i tak nic nie zrozumieją. A jak zrozumieją, to nadal będą mieli to mieli w nosie. Pozostaje chyba zwiększyć ilość strażników, zainstalować kamery i wreszcie zacząć karać solidnymi mandatami. I jeszcze raz karać. Przecież teraz nawet nikt nie sprawdza faktu wykupienia biletów wstępu na teren KPN...

  • Slesiophilus2020-06-26 22:29

    Oj, przepraszam, miało być Schlesingerze!

  • Silesiophilus2020-06-26 17:10

    Slesingerze, tylko że teraz atrakcją stanie się "skok za płotek". Wystarczy penalizacja i fama, że ekscesy nie będą bezkarne. Inaczej będzie eskalacja: drut kolczasty pod napięciem, mur, zakaz wstępu....? Moim zdaniem mandaty lepiej wychowują, niż płoty. Zakazywanie wstępu (casus Raduni) wszystkim to, poza tym, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, a szpecenia szczytu Śnieżki płotem to działania sprzeczne z wolą ochrony przyrody, bo teraz chroniony będzie płot i sama ochrona (tak jak kiedyś w pewnym kościele, w którym dowiedziałem się, że nie można fotografować, aby na zdjęciach nie było widać... kamer).
    Konkludując: zasada primum non nocere winna znajdować zastosowanie nie tylko w medycynie. Póki co mamy rękę w gipsie, choć wystarczy opatrunek na palcu.

  • schlesinger2020-06-26 10:38

    Ha, właśnie siadałem do pisania o Raduni! To może dodam jeszcze, że prócz rozpalania ognisk zdarzało się tam wcale często całonocne biwakowanie połączone z popijawami oraz rytualnym darciem mordy słyszalnym we wsiach u podnóża, masowe wyprowadzanie piesków, a co bardziej przedsiębiorczy Janusze wykopywali sobie z rezerwatu (!) "paprotki"do ogródka - w ten sposób zniszczono większość stanowisk niezwykle rzadkiej zanokcicy ciemnej (przez kilka lat była nawet uznawana za wymarłą na Raduni).
    W KNP i KRNAP odbywa się co roku beznadziejna gonitwa za jagodziarzami, Słowacy zaczęli przepędzać naszych grzybiarzy ze swoich lasów, a Adršpach planuje system rezerwacji. Dziennikarz Českého rozhlasu informujący o planach zarządu Skalnego Miasta, przemawia na tle "dialogów polskich" - raczej nie bez powodu. Majowy długi weekend w Adršpachu miejscowi od lat nazywają "polská invaze".
    Tak długo, jak długo lwia część "turystów" taktować będzie dziką przyrodę jak karkówkę z Biedronki, którą każdy Edek może sobie kupić za "sześć pińdziesiąt w promocji", zeżreć, naśmiecić i "wyjechać w jasne cholere", jak mawiał Walery Wątróbka, trzeba będzie grodzić, zakazywać i blokować.

  • Tomek Nawrot2020-06-26 09:46

    Hmm... A cenne rośliny wydeptywane są przez skrzaty wysokogórskie i słonie ;) S. i A.W., czy przed napisaniem swoich, moim zdaniem nie do końca cennych merytorycznie komentarzy, zastanowiliście się, w jaki inny sposób można chronić te rośliny przed zadeptywaniem? Ja oraz nie wątpię, że Wy, tego nie robicie. Jednak robi to wiele innych osób. Więc jeśli zastanowiliście się przed napisaniem swoich komentarzy, proszę podzielcie się swoimi pomysłami, jak zadbać o cenną roślinność bez potrzeby instalowania takich siatek. Swoją drogą jest ona bardzo wymownym symbolem postępowania wielu ludzi i tego, jak powinno się postępować względem tych ludzi - pewnego rodzaju instalacją artystyczną. Obrazuje stan świadomości i wrażliwości większości naszego społeczeństwa.
    Podobna sytuacja zaistniała na Raduni. Jej szczyt znajduje się w rezerwacie. Kiedyś tamtędy poprowadzony był niebieski szlak. Teraz omija szczyt i biegnie zboczem na granicy rezerwatu. Na szczyt wchodzić nie wolno. Decyzję taką podjęto dlatego, że "turyści" np. rozpalali sobie na nim, czyli na terenie rezerwatu, ogniska.

  • ArturWyzszy2020-06-25 14:55

    Może by pomyśleć o drucie pod napięciem ??
    Albo wpuszczać tylko grupy z przydzielonym przez park kaowcem ??

  • Silesiophilus2020-06-25 14:48

    Ciekawe, ile traw zadeptano montując te koszmarne siatki. Pseudoekologiczna patologia w rozkwicie!

Komentarz
Facebook