Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2019-04-15 22:19

    "Polska Jerozolima 1945-1950. Fenomen osiedla żydowskiego w powiecie dzierżoniowskim" to album zawierający kilkaset zdjęć z obszernymi opisami dotyczącymi społeczności żydowskiej w dolnośląskich miejscowościach: Dzierżoniów, Bielawa, Pieszyce, Piława Górna i Niemcza w latach 1945-1950. Publikacja ma format A4 i zawiera 176 stron

  • 2019-04-01 19:01

    Ta publikacja nie jest zwykłym przewodnikiem historycznym – jest niezwykłą historią miejsc i ludzi, którzy kiedyś mieszkali na Dolnym Śląsku. Jest też opowieścią o powojennym świecie żydowskim, którego już dzisiaj nie ma, a w latach 40. i 50. XX w. był ewenementem na skalę ogólnopolską. Na łamach książki nie znajdą Państwo suchych faktów historycznych – autorzy często oddają głos swoim bohaterom, sięgając do ich wspomnień i relacji publikowanych na łamach prasy żydowskiej

  • 2019-01-27 17:39

    Jest jednym z najcenniejszych gotyckich zabytków Dolnego Śląska. Jej ogromna skala i ponadprzeciętne wartości artystyczne od dawna wzbudzały zachwyt i zainteresowanie historyków sztuki oraz odwiedzających miasto. W opracowaniu zaprezentowano dzieje bazyliki w Strzegomiu – obfitujące w liczne znaki zapytania etapy jej wznoszenia, historie kataklizmów i wojen, które pozostawiły ślady na jej murach, a także omówiono cenne dzieła sztuki stanowiące wyposażenie świątyni

  • 2019-01-27 17:36

    Książka prezentuje wizerunek miasta zachowany w tekstach pisanych, dawnych, od opisu zachowanego w Kronice Hartmanna Schedla, po współczesne, z początków XXI wieku. Autorzy, wrocławianie i goście, Niemcy i Polacy, pisarze, uczeni, politycy, publicyści, ale i „zwykli” mieszkańcy nadodrzańskiej metropolii, zdają na kartach tych relacji, opisów, dzienników, listów, sprawę ze swojego, za każdym razem innego, przeżywania genius loci miasta

  • 2019-01-05 23:09

    Należał do Piastów śląskich, rycerza-rabusia, a nawet do... zakonników. Historia zamku Bolków jest równie fascynująca jak jego mury. Zajmuje cały siodłowy grzbiet wzgórza (396 m), z któego jak na dłoni widać okolicę - to naturalny punkt strategiczny. W pierwszym etapie wzniesiono kamienną, wolnostojącą wieżę (stołp) na planie koła przechodzącego w ostry dziób...

Wizyt:
Dzisiaj: 1653Wszystkich: 3375782

Szlacheckie i arystokratyczne rezydencje, tom V

2018-12-02 16:55

     Niniejsza książka jest ostatnią z pięciu tomów poświęconych dziejom szlacheckich i arystokratycznych rezydencji w Sudetach, na ich pogórzu i przedgórzu, tak po ich czeskiej jak i polskiej stronie. Autor, historyk z wykształcenia i krajoznawca z powołania, opisuje tu dzieje, także te najnowsze, 46 wybranych zamków, pałaców i dworów na terenie polskich Sudetów Wschodnich, zwłaszcza na obszarze ich północnego Przedgórza, charakteryzującego się bogactwem tego rodzaju obiektów. Historia niektórych z nich znalazła się, co prawda, w licznych, wcześniejszych opracowaniach autora (Zamki, dwory i pałace w Sudetach, Losy rezydencji dolnośląskich w latach 1945-1991 i in.), ale w niniejszym tomie historia ta została wzbogacona nowymi informacjami pozyskanymi m.in. z nowszych opracowań, w tym ze źródeł archiwalnych, a także zilustrowana nowymi fotografiami, wykonanymi w roku wydania książki. (...)

     Interesujące są powojenne dzieje wspomnianych w książce obiektów, a także przypomnienie działań władz polskich w celu zabezpieczenia opuszczonych przez Niemców obiektów zabytkowych, ich wyposażenia, a także różnego rodzaju pozostawionych zabytków ruchomych i archiwaliów. Autor przypomina tu m.in. dotyczącą tego tematu instrukcję dla formacji Wojska Polskiego wkraczających na przywrócone Polsce tereny. Interesujące są także informacje o pertraktacjach władz polskich z dowódcami oddziałów radzieckich, kwaterujących w przejętych przez nich obiektach, o niszczonych lub wywożonych do ZSRR przedmiotach, jak to miało miejsce chociażby w opisywanych w książce Bobolicach.

     Czytelnika zainteresuje z pewnością dzisiejszy stan i wykorzystanie opisywanych obiektów. Wiele z nich niestety, z różnych względów popadło lub popada w ruinę i z pewnością nie zostanie odbudowanych. Niektóre z nich, pozbawione pierwotnego, zabytkowego charakteru są nadal wykorzystywane, jako budynki mieszkalne lub służą jako różne obiekty publiczne. Pozytywnym przykładem może tu być dwór (zamek) w Goli Dzierżoniowskiej. Renesansowy dwór, zbudowany ok. 1580 r. przez Leonarda von Ronau, opuszczony w 1945 i:, zwolna chylił się ku ruinie, zanim w 2000 r. prywatny inwestor podjął się jego kosztownej odbudowy, zakończonej w 2009 r. Już w 2013 r. powstał w nim czterogwiazdkowy hotel (Uroczysko Siedmiu Stawów) z restauracją i SPA. Obiekt został w 2014 r. wyróżniony w organizowanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego konkursie „Zabytek Zadbany". Takich pozytywnych przykładów znajdziemy w książkach Romualda Łuczyńskiego więcej. 
Doceniając rozliczne, zwłaszcza poznawcze walory książki, zachęcam do jej lektury, podobnie jak do lektury innych publikacji tej serii.

Janusz Czerwiński

 


Romuald M. Łuczyński: "Szlacheckie i arystokratyczne rezydencje w Sudetach polskich:Sudety Wschodnie i Przedgórze Sudeckie". Wydawnictwo Kartograficzne EKO-GRAF, Wrocław 2018. Okładka twarda, format 17 x 24 cm, stron 288, liczne kolorowe ilustracje

 

Spis treści:

BAGIENIEC (NIEM. TEICHENAU) - wieś, gmina Jaworzyna Śląska, powiat świdnicki. Równina Świdnicka
BĘDKOWICE (NIEM. BANKWITZ, OD 1937 BURGHÜBEL) - wieś, gmina Sobótka, powiat wrocławski. Wschodnie podnóża Ślęży, Przedgórze Sudeckie
BIECHÓW (NIEM. BECHAU) - wieś, gmina Pakosławice, powiat nyski. Na skraju Wzgórz Wawrzyszowsko-Szklarskich, Przedgórze Sudeckie
BOBOLICE (NIEM. SCHRÄBSDORF) - wieś, gmina Ząbkowice Śląskie, powiat ząbkowicki. Południowe podnóża Wzgórz Szklarskich i Dobrzenickich
BURKATÓW (NIEM. BURKERSDORF ) - wieś, gmina Świdnica, powiat świdnicki. Obniżenie Podsudeckie
BYSTRZYCA DOLNA (NIEM. NIEDER WEISTRITZ) - wieś, gmina Świdnica, powiat świdnicki. Obniżenie Podsudeckie, na lewym brzegu Bystrzycy
GOLA DZIERŻONIOWSKA (NIEM. GUHLAU) - wieś, gmina Niemcza, powiat dzierżoniowski. Między Wzgórzami Krzyżowymi i Wzgórzami Gumińskimi
KAMIENIEC ZĄBKOWICKI (NIEM. KAMENZ) - wieś gminna, powiat ząbkowicki. Wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie
KONRADÓW (NIEM. KONRADSWALDE) - wieś, gmina Lądek-Zdrój, powiat kłodzki. Północna część Krowiarek
KOZINIEC (NIEM. LÖWENSTEIN) - wieś, gmina Ząbkowice Śląskie, powiat ząbkowicki. Obniżenie Stoszowic na Przedgórzu Sudeckim
KRASKÓW (NIEM. KRATZKAU) - wieś, gmina Marcinowice, powiat świdnicki. Północno-wschodnia część Równiny Świdnickiej
KRZYŻOWA (NIEM. KREISAU) - wieś, gmina Świdnica, powiat świdnicki. W południowo-wschodniej części Równiny Świdnickiej
LUBORADZ (NIEM. LOBRIS) - wieś, gmina Mściwojów, powiat jaworski. Podnóża północnego ramienia Wzgórz Strzegomskich
ŁAŻANY (NIEM. LAASAN) — wieś, gmina Żarów, powiat świdnicki. Wzgórza Strzegomskie
ŁĄKA PRUDNICKA (NIEM. GRÄFLICH WIESE) - wieś, gmina Prudnik, powiat prudnicki. Góry Opawskie
MAKOWICE (NIEM. SCHWENGFELD) - wieś, gmina Świdnica, powiat świdnicki. Równina Świdnicka
MORAWA (NIEM. MUHRAU) - wieś, gmina Strzegom, powiat strzegomski. Pogórze Bolkowskie
MROWINY (NIEM. KONRADSWALDAU) - wieś, gmina Żarów, powiat świdnicki. Wzgórza Imbramowickie
NOWY WALISZÓW (NIEM. NEU WALTERSDORF ) - wieś, gmina Bystrzyca Kłodzka, powiat kłtodzki. Masyw Śnieżnika
OTMUCHÓW (NIEM. OTTMACHAU) - miasto, powiat nyski. Wschodnia część Obniżenia Otmuchowskiego
OWIESNO (NIEM. HABENDORF ) - wieś, powiat dzierżoniowski. Na północnych stokach Wzgórz Bielawskich
PIELGRZYMÓW (NIEM. PILGERSDORF ) - wieś, gmina Głubczyce, powiat głubczycki. Góry Opawskie
PIŁAWA DOLNA (NIEM. NIEDER PEILAU) - wieś, gmina Dzierżoniów, powiat dzierżoniowski. Wzgórza Bielawskie
PIŁAWA GÓRNA (NIEM. GNADENFREI/OBER PEILAU) — miasto, powiat dzierżoniowski. Wzgórza Niemczańsko-Strzelińskie
PIOTROWICE ŚWIDNICKIE (NIEM. PETERWITZ) — wieś, gmina Jaworzyna Śląska, powiat świdnicki. W północnej części Równiny Świdnickiej
PIOTRÓWEK (NIEM. PETERSDORF) — wieś, gmina Jordanów Śląski, powiat wrocławski. W obniżeniu między Wzgórzami Łagiewnickimi a Wzgórzami Oleszeńskimi
PRUSY (NIEM. PRAUSS) — wieś, gmina Kondratowice, powiat strzeliński. Na granicy Równiny Wrocławskiej i Wzgórz Niemczańskich
PRZEWORNO (NIEM. PRIEBORN) — wieś gminna, powiat strzeliński. Między Wzgórzami Szklarskimi a Wzgórzami Strzelińskimi
RADOCHÓW (NIEM. REYERSDORF) — Wieś, gmina Lądek-Zdrój, powiat kłodzki. Góry Złote
ROZTOCZNIK (NIEM. OLBERSDORF ) — wieś, gmina Dzierżoniów, powiat dzierżoniowski. Kotlina Dzierżoniowska
ROZTOKA (NIEM. ROHNSTOCK) — wieś, gmina Dobromierz, powiat świdnicki. Wzgórza Strzegomskie
RUDNICA (NIEM. RAUDNITZ) — wieś, gmina Stoszowice, powiat ząbkowicki. Między Wzgórzami Bielawskimi i Górami Sowimi
SAMBOROWICE (NIEM. POLNISCH TSCHAMMENDORF/ALT TSCHAMMENDORF) — wieś, gmina Przeworno, powiat strzeliński
SIEMISŁAWICE (NIEM. SIEBENHUFEN) — wieś, gmina Przeworno, powiat strzeliński. U stóp głównego grzbietu Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich
SIESTRZECHOWICE (NIEM. GRUNAU) — wieś, gmina Nysa, powiat nyski. Obniżenie Otmuchowskie
SIODLKOVVICE (NIEM. SCHOLLWITZ) — część wsi Szymanów, gmina Dobromierz, powiat świdnicki. W północnej części Obniżenia Podsudeckiego
SŁUŻEJÓW (NIEM. SCHLAUSE) — wieś, gmina Ziębice, powiat ząbkowicki. Wysoczyzna Ziębicka
SOKOLNIKI (NIEM. WÄTTRISCH) — wieś, gmina Łagiewniki, powiat dzierżoniowski. Południowe stoki Jańskiej Góry (Masyw Ślęży)
STOSZÓW (NIEM. STOSCHENDORF ) — wieś, gmina Łagiewniki, powiat dzierżoniowski. Wzgórza Niemczańskie
STRZELIN (NIEM. STREHLEN) — miasto powiatowe. Wzgórza Strzelińskie
TRZEBIESZOWICE (NIEM. KUNZENDORF ) — wieś, gmina Lądek-Zdrój, powiat kłodzki. U południowego podnóża Gór Złotych
TRZEBINA (NIEM. WACHTEL-KUNZENDORF ) — wieś, gmina Lubrza, powiat prudnicki. Góry Opawskie
WILKÓW WIELKI (NIEM. GROSS WILKAU) — wieś, gmina Niemcza, powiat dzierżoniowski. Między Wzgórzami Gumińskimi a Wzgórzami Dębowymi
WIŚNIOWA (NIEM. ROTH KIRSCHDORF ) — wieś, gmina Świdnica, powiat świdnicki. Równina Świdnicka
ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE (NIEM. FRANKENSTEIN) — miasto powiatowe. Obniżenie Ząbkowickie
ŻELOWICE (NIEM. SILBITZ) — wieś, gmina Kondratowice, powiat strzeliński. Północno-wschodni skraj Wzgórz Dobrzenieckich

 


Zobacz także:

kup książkę w Sudeckiej Księgarni Wysyłkowej 

Szlacheckie i arystokratyczne rezydencje w Sudetach czeskich. Sudety Zachodnie i Środkowe 
Szlacheckie i arystokratyczne rezydencje w Sudetach czeskich. Sudety Wschodnie 
Szlacheckie i arystokratyczne rezydencje w Sudetach polskich. Sudety Zachodnie 
Szlacheckie i arystokratyczne rezydencje w Sudetach polskich. Sudety Środkowe 

 

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

  • Anna ze Świdnicy2018-12-20 21:34

    Książek R. M. Łuczyńskiego nie znam, ale znam jego artykuły w "Sudetach" o zamkach, pałacach i rezydencjach. Chyba najnudniejszy z autorów piszących w "sudetach", zawsze omijałam te "publikacje ". Samo przepisywanie faktów z niemieckich źródeł to za mało żeby stworzyć dobry artykuł, trzeba jeszcze umieć je zinterpretować, wykazać się własnym sądem. Po tym można odróżnić skrybę który tylko kopiuje od historyka i popularyzatora.

  • Tomasz2018-12-15 21:19

    Panie profesorze, czy ja dobrze widzę?? Zabrania pan cytowania książek naukowych autorom popularnonaukowych opracowań? A niby jakim prawem? Jeśli ktoś czerpie z innych źródeł zgodnie z regułami cytowania, to ma do tego pełne prawo. Nie ma żadnego przepisu który by tego zabraniał. Wręcz przeciwnie, taka aktywność jest ze wszech miar godna pochwały. Dzięki temu wiedza idzie w świat, ludzie dowiadują się wielu faktów historycznych, podnosi to poziom edukacji społeczeństwa, więc społeczeństwo na tym tylko korzysta. A pan chciałby zamknąć całą wiedzę w uniwersyteckich murach. Niezły zaścianek umysłowy pan prezentuje.

    Przypomnę, że wy, naukowcy, jesteście opłacani z naszych podatków, z pieniędzy społeczeństwa, więc waszym OBOWIĄZKIEM jest dzielenie się ze społeczeństwem uzyskaną dzięki temu wiedzą.

    Skoro ludzie (już nie naukowcy) po was piszą książki na te same tematy i te książki się sprzedają, to znaczy że popyt na daną wiedzę jest. Nic tylko korzystać! Może to wy nie potraficie tego wykorzystać, piszecie nudne książki których nikt nie kupuje, a potem macie pretensje, że ktoś robi to lepiej przy wykorzystaniu waszych opracowań. Stąd te pana "bardzo ale to bardzo mieszane uczucia" - frustracja i zawiść, że ktoś potrafił napisać książkę lepiej niż wy?

    Pisze pan panie Bogusławie, że uczelnie w RP zabraniają pracownikom naukowym wydawać książki poza wydawnictwami danej uczelni, a tymczasem tutaj mamy przykład książki wydanej przez Wydawnictwo Kartograficzne EKO-GRAF, które żadnym uczelnianym wydawnictwem nie jest. Pracuje pan na czeskiej uczelni więc może pomylił pan zasady panujące w Czechach z polskimi? To jest książka popularnonaukowa, wydana przez normalne, nie naukowe wydawnictwo, prezentowana na popularnym sudeckim portalu internetowym i kierowana w recenzji do zwykłego czytelnika, a nie naukowca. Jeśli autor nie potrafi przedstawić tematu językiem zrozumiałem dla ludzi, to winą może obarczać tylko siebie a nie cały świat wokół.

    I jeszcze jedno panie profesorze. To nie my mamy "pokazywać co potrafimy", tylko wy, bo to my wam płacimy z naszych podatków pensje więc mamy prawo wymagać, żebyście swoją pracę wykonywali dobrze. A nie siedzieli całymi dniami przed komputerami pisząc mało mądre komentarze w internecie.

  • Silesiophilus2018-12-14 23:01

    Książki naukowe nie są od tego "by były zrozumiale dla ludzi". Książki naukowe - zasadniczo - są od tego, by coś wnieść do nauki, a ta z założenia jest elitarna, bardzo elitarna.
    Z upływem lat coraz mniej popieram tworzenie hybryd - niby to naukowych książek dla nienaukowców, może też dlatego, ze poziom czytelnictwa się obniżył (czego poniższa dyskusja kolejnym smutnym dowodem). Kiedyś (ca 30 lat temu) standardy krajoznawstwa sudeckiego określały (a w każdym razie próbowały określać) "Karkonosz" i "Pielgrzymy", dziś - mam wrażenie - wiele tak zwanych periodyków naukowych prezentuje niższy poziom, niż one. Ale mniejsza o to. Dla wszystkich krytyków i frustratów apel i prośba - zróbcie coś lepiej, pokażcie, co potraficie. Bo samo narzekactwo jest tyleż banalne, co nudne.
    I jeszcze jeden drobiazg - większość ludzi pewnie nie wie, ze wiele, bardzo wiele uczelni w RP wydało zarządzenia zakazujące swoim pracownikom publikowania prac: 1. albo nie przynoszących punktów, 2. albo wydawanych poza wydawnictwami danej uczelni (a jeśli się to udaje, po za pisemną zgodą rektora i często po długich negocjacjach, a w świetle nowej ustawy Gowina będzie, już jest, jeszcze gorzej). Prace wydawane w ramach stosunku pracy muszą być w świetle tych obostrzeń naukowe. Co to oznacza - każdy sobie sam dopowie, zamiast wymyślać jakieś na poły spiskowe teoryjki.
    Mam jeszcze taką prośbę dla nie-naukowców, a zwłaszcza tych, którzy naukowców tak chętnie krytykują - piszcie swoje książki poczytne i wspaniałe, ale nie czerpcie garściami z opracowań naukowych, po prostu wymyślajcie te swoje malownicze bajki, pełne Bóg wie czego - co Wam się podoba. Bo czytanie kolejnych książek różnych popularyzatorów, które - czasem tak bywa - ukazują się rok czy dwa po książce naukowej na dany temat i przedstawiają to samo, tylko inaczej, budzi bardzo ale to bardzo mieszane uczucia. I niekoniecznie jest to uczucie satysfakcji, że wiedza trafiła pod strzechy, bo nie wszystko jest tu, w ramach owego trafiania, w porządku.

  • Maciej2018-12-14 22:09

    Różnica jest taka, że publikacje książek takim Łuczyńskim czy Czechowiczom sponsorują ich uczelnie i dopóki tak jest, nie muszą martwić się o to, żeby pisać swoje książki "popularnonaukowe" językiem zrozumiałym dla ludzi. Inaczej jest w przypadku takich Perzyńskich, gdzie autorzy muszą mocno się starać, żeby ich praca była atrakcyjna dla czytelników, bo inaczej żadne wydawnictwo nie kupi materiału. Teoretycznie uczelnie powinny też gwarantować wysoki poziom publikacji, ale w praktyce tak ładnie to nie wygląda, gdy recenzuje znajomy królika. A trudno żeby tak nie było, skoro jest to bardzo wąskie środowisko, znające się jak łyse konie. Przykład mamy powyżej - kolega Czerwiński odwalił piękną, cukierkową recenzję koledze Łuczyńskiemu po to, żeby kiedyś kolega Łuczyński wyświadczył koledze Czerwińskiemu podobna przysługę (kolegi Czerwińskiego oczywiście już nie ma na tym świecie, ale chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, że schemat tak prosto nie wygląda, choć działa na tej właśnie zasadzie). Naiwni niech sobie wierzą w banalne tautologie, że "profesor jest profesjonalnym historykiem i zna swoje rzemiosło", co w ich rozumieniu musi gwarantować wysoką jakość publikacji.

    Pozabierać tytuły naukowe, pozabierać dotacje, a wtedy każdy będzie musiał sam ocenić jakość publikacji zamiast kierować się furtkami na skróty. Po co w ogóle te "recenzje", skoro o niczym nie świadczą, a robią tylko ludziom wodę z mózgu?

    Natomiast jeśli chodzi o czasopisma popularnonaukowe, to ja zawsze powtarzam: Chcecie zniszczyć jakiś tytuł, to oddajcie go naukowcom. Naukowcy nie mają zielonego pojęcia o mechanizmach rynkowych, a rzekomy "wyższy poziom" szybko przeradza się w typowe dla tego środowiska wąskie kółko wzajemnej adoracji (w stylu: uruchamiamy kontakty, a potem patrzymy przychylnym okiem na twórczość kumpli, zaś piszących spoza "paczki"na starcie odrzucamy). Efekt jest zawsze ten sam. Brakuje dopływu świeżej krwi, czasopisma stają się nudne, ludzie przestają kupować, więc upadają. Na prawa ekonomii można psioczyć, ale się ich nie przeskoczy. I tak upadły "Sudety" gdzie rządził naukowiec (dodatkowo doszedł "piękny" smrodek, bo okradziono z honorariów autorów, a tym którzy się na to nie zgodzili, podziękowano za współpracę co porządnie wytrzebiło czasopismo z piszących), jeszcze wcześniej z przyczyn ekonomicznych zawieszono drukowanie "Na szlaku" (też przez wiele lat folwark jednego naukowca) a czasopismo funkcjonuje już tylko w sieci, niedawno mocno spadł nakład "Karkonoszy" po tym, jak przejął je KPN (Andrzej Raj to też dr inż, nie wspominając o całej radzie naukowej), a tytuł z normalnego czasopisma o górach dla wszystkich stał się tubą propagandową KPN, gdzie stale te same, utytułowane nazwiska propagują ekologiczne idee... dla nikogo. Dotowanym zresztą z publicznego garnuszka i tylko dlatego się trzyma.

    Z przeciwnego bieguna, wciąż bardzo dobrze radzi sobie na rynku taki "n.p.m.", ale tam żadnych naukowców nie ma ani w redakcji, ani wśród autorów. Bez narzekań, że internet zabija prasę drukowaną, bez dotacji. Ktoś powie, że poziom czasopisma nie jest za wysoki, bo często zdarzają się błędy merytoryczne. Ale co lepsze: artykuły z błędami (na szczęście niezbyt licznymi i nie mającymi kluczowego znaczenia dla odbioru treści) chętnie czytane przez ludzi czy Bardzo Mądre Artykuły, których nikt nie przeczyta? Dałbym głowę, że taki "n.p.m." więcej ludzi zachęcił do wyjścia w góry czy zainteresowania się historią niektórych regionów niż te wszystkie "Na szlaki", "Sudety" i "Karkonosze" razem wzięte, nie wspominając o książkach pisanych przez profesorów i recenzowanych przez profesorów, które kupują tylko biblioteki.

  • Tomasz2018-12-13 17:06

    No, panu Bogusławowi to akurat bardzo blisko do pana Romualda. Obaj pisali o tym samym (o zamkach - pamiętam te niekończące się seriale), w tym samym czasopiśmie, obaj są historykami. Pisali, bo czasopismo w którym publikowali już padło.

    A właśnie, czemu "Sudety" przestały się ukazywać, Panie Bogusławie? Nie było chętnych, którzy kupili by waszą twórczość? Za małe zainteresowanie?

    Jak miło poczytać teoretyka od popularyzacji historii.

  • Marek Iłecki2018-12-13 06:38

    Panie Stojewski Włodku!
    Pomijając już "wasze swary głupie", to jeśli wypowiedź p. Artura Piątka jest dla Pana merytoryczna i świadcząca o jego znajomości tematu, to naprawdę Panu współczuję płytkości spojrzenia i jeśli pisał to Pan z przekonaniem, a nie dla burzy w szklance wody, to również płytkości podejścia do świata i życia... Banały to Pan sam pisze, bo jeśli taki z Pana znawca książek p. Łuczyńskiego i tyle Pan w nich błędów znalazł, to dlaczego Pan ich nie opisze, tylko kwituje ogólnikowym stwierdzeniem? Czy dla zasady, przepraszam za kolokwializm: obrzućmy gównem, coś się na pewno przylepi"?

  • Silesiophilus2018-12-12 23:55

    Żenująca wypowiedź, czy taka, w której, jak już się nie ma co napisać, to się pisze ad personam.

  • Włodek Stojewski2018-12-12 17:02

    Czy szanowny Silesiophilus zna choć jedną książkę Romualda Łuczyńskiego, że podjął się obrony tego autora? Bo z wypowiedzi poprzednika wynika, że dość gruntowanie zna twórczość tego autora. Natomiast mój przedmówca prawi w sumie same banały typu "Prof. M. Łuczyński jest profesjonalnym historykiem i zna swoje rzemiosło" bez żadnych konkretów.

    Książka, jak mniemam, nie jest pracą stricte naukową tylko w zamierzeniu ma mieć również walor popularyzatorski (a może nawet przede wszystkim). Oczekiwanie więc od niej, że będzie potrafić zaciekawić czytelnika jest jak najbardziej na miejscu. Niestety, nasi naukowcy zwyczajnie nie umieją popularyzować swoich dyscyplin, wydaje im się, że jak już napiszą jakąś książkę to wystarczy i wszyscy powinni z zapałem rzucić się czytać spłodzone dzieło. A to tak nie działa. Często wygrywają z nimi pasjonaci bez tytułów naukowych, którzy potrafią przelać na karty książki swoją autentyczną fascynację danym tematem. Może dlatego, że piszą książki nie dla jakichś punktów czy tytułów naukowych, ale z pasji i zainteresowań. Sam więc kolega Silesiophilus widzi, że tytuł naukowy czy profesjonalizm naukowca nie ma nic wspólnego z umiejętnością popularyzacji tematu. Proponowałbym poczytać jednych i drugich, to samemu to zauważy.

    Chyba że kolega Silesiophilus sam jest takim naukowcem, któremu też nie za dobrze wychodzi popularyzacja swojej dyscypliny? Naukowiec będzie bronił naukowca, co więcej - często naukowcy próbują dyskredytować lepsze i ciekawsze książki pisane przez pasjonatów bez tytułów, bo stanowią dla nich konkurencję w sprzedaży.

    Znam trochę twórczość tego autora i mogę się przychylić do wypowiedzi poprzednika, a ponadto sam wielokrotnie widziałem błędy merytoryczne w jego publikacjach.

  • Silesiophilus2018-12-10 20:06

    Jeśli się zarzuca komuś nierzetelność, to trzeba to wykazać. Inaczej to pustosłowie, by nie rzec - magiel.
    Trzeba mieć sporo tupetu, by autorowi, który od kilku dekad zajmuje się rezydencjami, zarzucać "brak fascynacji tematem", zwłaszcza, że podstawa do takiej oceny jest konstatacja, że książka jest napisana mało barwnie, suchym językiem. Jeśli alternatywą dla "przepisywania z różnych źródeł" jest zaś "fascynacja tematem", to cóż, droga wolna do kupowania książek nie opartych na źródłach. Można przy tym sięgać nawet po bajki....
    Prof. M. Łuczyński jest profesjonalnym historykiem i zna swoje rzemiosło, a rzemiosło historyka, to głównie praca ze źródłami (a także literaturą przedmiotu). Pisanie w sposób barwny etc. nie jest jedyną, ba tym bardziej nie najważniejsza wartością takiej czy innej książki. Są też inne, ale to jakie, pozostawię już do namysłu czytelnikom tego komentarza.

  • Artur Piątek2018-12-10 00:06

    Szkoda, że książki tego autora pisane są mało ciekawym, "suchym" językiem przez co lektura może zniechęcić czytelników do - skądinąd bardzo interesującego - tematu. A i pod względem rzetelności pracom tym można wiele zarzucić. Znam autorów piszących dużo barwniej o dolnośląskich zamkach i rezydencjach, u których widać nie przepisywanie z różnych źródeł, ale rzeczywistą fascynację tematem. Osobiście polecałbym książki Marka Perzyńskiego.

Komentarz
Facebook