Mapy, przewodniki
Wyszukiwarka
Kalendarz imprez
Subskrypcja

Nowe wydawnictwa
  • 2022-11-18 11:42

    Źródła i literatura dotyczące pionierów narciarstwa w Karkonoszach i Górach Izerskich do początków XX stulecia są skromne. Najważniejszy zbiór ze Szklarskiej Poręby - wiodącego wówczas ośrodka sportów zimowych – gminne archiwum, zaginął wiosną 1945 r. Podstawowe informacje dotyczące pionierskich lat białego szaleństwa znajdują się na szczęście w przyczynkarskich opisach dokonań karkonoskich narciarzy z przełomu wieków XIX i XX, notatkach prasowych oraz na marginesach monografii

  • 2022-11-15 12:29

    Zbiór opowiadań jest przyczynkiem nie tylko do historii Przesieki i Karkonoszy, będzie też znakomitym źródłem wiedzy dla miłośników tego regionu. Pisanie Mariusza pewnie wejdzie do kanonu modnej ostatnio „literatury górskiej”. Tym bardziej, że autor pokazuje góry nie od strony zdobywcy, tylko „zwykłego zjadacza chleba”, który swoje życiowe losy związał na zawsze z Karkonoszami. Przez to pisanie przebija coś, co Zbigniew Piotrowicz nazwał sudeckością

  • 2022-07-07 12:37

    Miłośnicy Sudetów nie mogą narzekać na brak dobrych map, tak potrzebnych do wędrówek po górach. Co rusz pojawiają się na rynku wydawniczym kolejne wydania, co pozwala nam mieć nadzieję, że dostajemy poprawione i aktualizowane na bieżąco mapy. Co jakiś czas pojawiają się w ofercie poszczególnych wydawnictw także całkiem nowe opracowania. Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia z krakowskim wydawnictwem Compass

  • 2022-06-30 10:33

    Każdy Polak słyszał o Nysie Łużyckiej, rzece wyznaczającej zachodnią granicę naszego kraju, ale mało kto zastanawia się, skąd ten przymiotnik „łużycka” w jej nazwie. W powszechnym przekonaniu z Niemcami sąsiaduje na tym odcinku Dolny Śląsk. Nic bardziej mylnego! Po obu stronach granicy na Nysie leżą Łużyce — prastara kraina, przed z górą tysiącleciem zasiedlona przez czwarty, obok Polaków, Czechów i Słowaków, naród zachodniosłowiański — Serbów Łużyckich

  • 2022-01-19 22:46

    Skąd wzięła się nazwa Karpacz? Czy w Karkonoszach znajdziemy nazwy "tatrzańskie"? Kogo nazywa się „pierwszą damą karkonoskich opowieści”? Kto ma więcej Karkonoszy? My czy Czesi? Gdzie w Karkonoszach miała staną olbrzymia pieczarka? To tylko niektóre z zagadek, jakie znalazły się w najnowszej książce Waldemara Brygiera i Anny Zygmy, zatytułowanej "555 zagadek o Karkonoszach". Aby poznać wszystkie tematy (zagadki) poruszone w książce, trzeba zatem przeczytać ich jeszcze 550!

Które z n/w pasm jest Twoim ulubionym?
Sonda
Wizyt:
Dzisiaj: 71Wszystkich: 12933393

Domek Myśliwski na Śnieżniku

Przybyliśmy na stare ścieżki, wzgórza, pagórki i do znanych nam lasów, posiedzieć w sympatycznej chatce, jak za dawnych dobrych czasów, lecz niestety wracamy do cywilizacji, którą sami stworzyliśmy, a od której ciągle uciekamy do natury, gór i lasów, Żeby pomieszkać w chatce, takiej jak TA (...) My wszyscy 13.11.1994 [2]

 

     W oddziale leśnym 292 na stokach Śnieżnika Kłodzkiego, na wysokości około 1170 m n.p.m., zlokalizowany jest jeden z nielicznych jeszcze w Sudetach domek myśliwski (ryc. 1). Wykorzystywany pierwotnie przez drwali i myśliwych, przez wiele lat pełnił w zasadzie rolę samoobsługowego schroniska, z którego korzystali turyści dobrze znający Masyw Śnieżnika. Znajdują się tu 2 pomieszczenia, poddasze, piec i zwykle dostępny był tu także podstawowy sprzęt kuchenny.
 


     Literatura na temat historii tego obiektu jest bardzo uboga, w zasadzie co najwyżej kilkuzdaniowe informacje na jego temat pojawiają się przy okazji omawiania zagospodarowania szczytu [1; 6]. Podawane w niniejszym tekście informacje, z wyjątkiem wypisów z ksiąg pamiątkowych [2; 3; 4; 5]1, w większości pochodzą z wywiadów z osobami, które odwiedzały domek myŚliwski2. Dlatego należy brać pod uwagę, że część podawanych dat i informacji może zawierać błędy. Jednak zebrane materiały mogą być przydatne dla przewodników turystycznych i osób, które miałyby w przyszłości cierpliwość i czas na uzupełnienie historii domku myśliwskiego z innych źródeł archiwalnych i dokumentów.

     Autorowi nie jest znana ze źródeł data wybudowania omawianego obiektu. Pod Śnieżnikiem prawdopodobnie już w latach 1821-1836 prowadzone było gospodarstwo hodowlane [1; 6; 7]. W 1838 okoliczne tereny wykupiła Marianna Orańska, która przystąpiła do intensywnej eksploatacji lasów i związanej z tym budowy dróg leśnych [7]. Być może to ona przyczyniła się do budowy domku myśliwskiego. Księga pamiątkowa z lat 1994-1996 podawała rok 1878 jako datę jego budowy, nie wiadomo jednak, z jakiego źródła pochodziła ta informacja i czy jest wiarygodna3. W latach 30. XX w. domek myśliwski na niemieckich mapach topograficznych był oznaczany jako „H.”, czyli Hćtte (ryc. 1), w przeciwieństwie do zlokalizowanych bliżej granicy państwowej zabudowań określanych współcześnie jako „ruiny owczarni”, a wówczas nazywanych Baude.

     W latach 30. XX wieku w Masywie Śnieżnika prowadzono badania przyrodnicze, m.in. torfowisk. Domek myśliwski najprawdopodobniej wykorzystywany był wówczas przez niektórych ówczesnych naukowców jako miejsce noclegu i wstępnego opracowywania materiału. Wyniki badań opublikowano między innymi w latach 1934-1937 w wydawnictwie Beitrage zur Biologie des Glatzer Schneeberges pod redakcją znanego wrocławskiego profesora biologii Ferdynanda Paxa.

     Po 1945 r. domek myśliwski był wykorzystywany głównie przez drwali. Około 1963 r. obiekt ten „odkrył” Zdzisław Dumański z Lądka-Zdroju. Las dookoła był wówczas tak gęsty, że domek nie był widoczny już z odległości kilkudziesięciu metrów. Wewnątrz znajdowało się zachowane w dobrym stanie niemieckie umeblowanie, m.in. kredens, ale już wtedy w pomieszczeniu zwanym później „lodownią” nie było piecyka. Prawdopodobnie pierwotnie był to mały żeliwny piec, o czym świadczyły otwory w podłodze i suficie. Meble wynieśli w latach 60. drwale. W latach 70., wraz ze zmniejszeniem obostrzeń w zakresie poruszania się na terenach przygranicznych, zaczęli się tu pojawiać pierwsi turyści, ale było ich znacznie mniej niż w latach 90. XX w.

     W domku doglądanym przez Z. Dumańskiego ponoć zawsze na strychu znaleźć można było „żelazny zapas” konserw. Przywiózł tu także wiele naczyń, m.in. wielką patelnię. Ze względu na niszczenie wyposażenia i pozostawianie na miejscu masy śmieci próbował zamykać domek myśliwski. Kłódki były jednak wyrywane. Było tak do początku lat 80., kiedy zrezygnował z doglądania budynku. Wizytując już znacznie rzadziej ten obiekt jako Strażnik Ochrony Przyrody czasem dawał mandaty tym, którzy ewidentnie śmiecili wokół chatki lub ścinali na opał najbliższe, zdrowe drzewa. W latach 1973-74 z inicjatywy Z. Dumańskiego i Stanisława Kossowskiego, instruktora ze szkoły zawodowej przy PKS w Bystrzycy Kłodzkiej, przeprowadzono prace remontowe niszczejącego powoli budynku. Wymieniono prawie całkowicie dwie ściany, podłogi, rozebrany został i odbudowany uszkodzony kaflowy piec z piekarnikiem. Pod paleniskiem wmurowano w butelce „akt erekcyjny” z nazwiskami osób, które pomagały przy remoncie. Prace wykonywano społecznie.

     Nadleśnictwo nie interesowało się wówczas zbytnio pracami, ale na prośbę Z. Dumańskiego przekazało za darmo deski i belki niezbędne do remontu (leśnikiem był m.in. jego szwagier). Transport organizowano, jak to potocznie określano: „robiąc lewe kursy” (czyli nierejestrowane formalnie) starym, służbowym autem dostawczym marki żuk, ze szkoły przy PKS w Bystrzycy Kłodzkiej, aż po koniec drogi w Leju. Na pozostałym odcinku około 250 metrów wszystkie materiały budowlane (cement, piasek, deski) trzeba było wnosić. Niektóre ciężkie krokwie musiało przenosić jednocześnie nawet do 6 osób. Czasem zajmowało to do 1 godziny czasu w jedną stronę. W pracach pomagali dobrowolnie uczniowie ze szkoły zawodowej, którzy wykonali także metalowe stoły i krzesła. Po przetransportowaniu do domku myśliwskiego wiele lat służyły turystom.
 


     Od początku lat 80., na skutek zaostrzenia przepisów w związku z wprowadzenie stanu wojennego, a także na prośbę nadleśnictwa i osób opiekujących się domkiem myśliwskim, zaczęto poważnie egzekwować konieczność meldowania się osób przybywających do tego obiektu. Osoby indywidualne i grupy, by uniknąć poważniejszych problemów, musiały teoretycznie w strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza w Starej Kamienicy lub Międzygórzu uzyskiwać pozwolenie na pobyt w domku. Czasem „wopiści”, jak ich nazywano, czekali w chatce na turystów „przebywających nielegalnie w strefie nadgranicznej” i grozili nawet aresztem [5, wg wpisu P.P. z 20.07.2003]. Podobno znanym gorliwcem był sierżant Mróz z Bolesławowa, który docierał tu także zimą na skuterze śnieżnym „Buran”, by skontrolować odwiedzających drewnianą chatkę.

     W połowie lat 80. Masyw Śnieżnika stał się obszarem intensywnych badań naukowych - meteorologicznych, biologicznych, geofizycznych itp., w których uczestniczyły także duże rzesze studentów z różnych regionów Polski. Zdaniem Z. Dumańskiego właśnie wówczas „rozniosła się fama” o położeniu domku po ośrodkach uniwersyteckich Polski, co poskutkowało znacznym wzrostem liczby osób odwiedzających obiekt. Przykładowo, aby uniknąć wycinania drzew w bezpośredniej bliskości domku, w roku 1982 lub 1983, już we wrześniu przygotowano prawie cały strych drewna na zimę. Jednak do obiektu docierało tak wielu turystów, Że już w grudniu zostało ono całkowicie zużyte.

     Zimą drzewa ścinane były na śniegu, stąd na wiosnę częstym widokiem były nawet półtorametrowe pniaki. Po nasileniu się klęski ekologicznej wynikającej m.in. z tzw. kwaśnych deszczy, od połowy lat 80. XX wieku w Masywie Śnieżnika przeprowadzano akcje czyszczenia lasu z suszek i wycinania chorych drzew. W pracach kierowanych przez nadleśnictwo uczestniczyło m.in. wojsko, ale także drwale i inni pracownicy leśni, którzy w domku niejednokrotnie urządzali imprezy suto zakrapiane alkoholem. Już wówczas zdarzały się akty wandalizmu – np. wiosną 1989 r. nieznana ekipa spaliła część piętrowej pryczy, bo nie chciało im się wychodzić po drewno [5, wg wpisu P.P. z 20.07.2003]. W maju 1994 r. domek został poważnie zdewastowany. Ktoś zniszczył piec, podziurawił znajdujące się tutaj garnki, powybijał szyby, zerwano część dachu, powyłamywano deski ze ścian, popalono także deski z pryczy w „lodowni”. Według Z. Dumańskiego dokonali tego wandale – pseudoturyści, być może po jakiejś „sesji narkotykowej”. Z kolei bywalcy chatki, z którymi autor przeprowadził rozmowy w 1995 r., a także niektórzy leśnicy, podejrzewali o to bardzo niechętnie nastawionych do domku ówczesnych żołnierzy Służby Granicznej mówiąc: „przepisy się zmieniają, ale ludzie nie”. Ponoć niektórzy grozili, że spalą kiedyś ten obiekt.

     Po tych wydarzeniach domkiem zajął się Karol z Wrześni. Mieszkając tu przez około półtora roku, wraz z innymi regularnymi bywalcami chatki i turystami dokonał podstawowych prac przy remoncie drewnianego budynku (według Z. Dumańskiego byli to głównie studenci z różnych uczelni). Kto tu przyjeżdżał? Zwykli turyści, ludzie szukający spokoju, darmowego noclegu, czy nawet narkomani – „grzybkowcy”.

     Pewne informacje można było uzyskać m.in. z księgi pamiątkowej z lat 1994-1996 zatytułowanej Dziennik pokładowy chatki zwanej „Domek Myśliwski na Czarcim Gonie”; rok budowy 1878. Dom w kształcie imienia wróżki [2]. Pierwszy zapis tego tomu księgi pochodził z 30.10.1994 r., a były one kontynuowane co najmniej do połowy 1996 r. Podpisywali się tu z nazwiska lub ksywką osoby przybywające do chatki. Można było w niej odnaleźć wpisy niecenzuralne, wierszyki, zasłyszane lub wymyślane sentencje, pospolite powiedzonka, a także zwykłe informacje o terminach powrotu, zostawionej żywności itp. Nie wszyscy byli chatką zachwyceni: ”Ble, Beznadziejna ta chatka, jakieś chabazie ze ścian wychodzą, pełno robali i kiełkujących desek, nawet se spokojnie pooddychać nie można, bo zaraz ściana się przyłącza. Viva Industrial!” (wpis z lata 1995 r.). Czasami zdarzali się także ludzie nieuczciwi: „Dziękuję bardzo komuś, kto dnia 9 października okradł mnie z paru rzeczy. Karol” (10.09.1995). Jak podsumowywał jeden z wpisów: „Ludzie przychodzą do chatki, odchodzą. Jedni zostawiają po sobie dobre wrażenie, inni troszkę inne, jedni wpisują się do księgi, inni nie (...) (Karol,10.09.1995)”.
 


     Karol był wyjątkowy, gdyż chatka po 1945 r. prawie nigdy nie była regularnie zamieszkana. Wraz ze stałym mieszkańcem pojawił się tu kot Miziol. Początkowo pomylono go z kotką i nazywano Miziołką. Przebywał tu około 11 miesięcy dokarmiany przez Karola i przygodnych turystów, o czym wspominała także księga pamiątkowa. W dniu 15.06.1995 r. ktoś zapisał „Kot został nakarmiony, my też – Sekcja Żywieniowa SKPS”. Miziol zniknął wraz z odejściem Karola, który w wigilię roku 1995 zapisał w księdze: „To już ostatni wpis do Księgi. Po okresie prawie półtorarocznym definitywnie opuszczam chatkę. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomagali mi w życiu tutaj, chciałem także pozdrowić wszystkich moich przyjaciół. Największe pozdrowienia przeznaczam dla mego przyjaciela Miziola, z którym mieszkaliśmy tutaj razem przez 11 miesięcy. Ludzie do chatki przychodzą i odchodzą, jedni dłużej, inni krócej, na każdego przychodzi kiedyś czas odejścia. Do zobaczenia. Życzę wszystkim jak najlepszego pobytu w Chatce i ogólnie szczęśliwego życia. Karol” [2].

     Według wieloletniego nadleśniczego Mieczysława Krywienko, rosnący ruch turystyczny w pozbawionej stałej opieki górskiej chatce był dla leśników kłopotliwy. Obiekt był często dewastowany, wycinano wokół niego zdrowe drzewa do opalania w piecu, a śmieci często porzucano wewnątrz domku lub wyrzucano obok w lesie.

     W księgach odnajdujemy liczne relacje o imprezach, a nawet fotografie grzybków halucynogennych [5]. Skargi na pozostawiane śmieci i butelki po libacjach alkoholowych są częstym motywem wpisów w księgach pamiątkowych z lat 2001-2003, np. „Jakieś brudasy zostawiły tutaj [zaj...]4 syf” (23.06.2002), „(...) miło by było, gdyby każdy kto schodzić będzie, wziął wyładowaną [w piz...] reklamówkę śmieci, bo jeśli tak się nie zacznie dziać, to również [w piz...] utoniemy w tych śmieciach (...)” (Maros 16.09.2002) [4]. Jednocześnie część wpisów informowała o wynoszeniu cudzych śmieci przez bardziej kulturalnych gości. Także nadleśnictwo co roku razem z harcerzami organizowało sprzątanie lasu – również w okolicy domku. Śmieci znoszono do Białej Drogi. W niektórych latach wypełniały one prawie całą przyczepę.

     Domek na zmianę przez jednych gości był niszczony, a przez innych naprawiany. Około 2000 r. nadleśnictwo pokryło domek nową papą, a ktoś spalił w piecu ściankę działową. W listopadzie 2001 r. w księdze odnajdujemy informację, że ktoś uszczelnił ściany pianką montażową [3]. Z jesieni 2002 r. pochodzi wpis: „Wszystkie śmieci wyniesione, a piec poklejony. Koziołek do drewna zrobiony na zimę. Ścianka postawiona – będzie cieplej. Nie palcie chatką – nanoście sobie drzewa” (Jamajka 10.10.2002) [5]. Jednak o kolejnej dewastacji dowiadujemy się już w grudniu 2002 r. „Piec coraz krótszy i dymi do środka. Nie ma płyty do gotowania – co za palant ją rozwalił” (Kasia i Bestia 14.12.2002) [5].

     W dniach 7-10.06.2003 r. przeprowadzono społeczne prace remontowe z inicjatywy turystów (prawdopodobnie z Opola – [5]). Wstawiono nowe okno w kuchni, podłogę przed piecem wymieniono z drewnianej na kamienną, jednak odbudowy pieca nie skończono, bo zabrakło cegieł. Prace kontynuowano w dniach 12-16.07.2003 murując piec bez części kaflowej. Osoby przybywające do domku myśliwskiego w drugiej połowie wakacji wyrażały wiele uznania dla ekipy, która przeprowadziła te prace [5].

     Według relacji nadleśniczego, stan budynku w 2004 r. znowu pozostawiał wiele do życzenia, w rezultacie konieczny był kolejny remont: wymiana drzwi, uszkodzonych okien i uzupełnienie części kafli w piecu.

     W latach 2009-2010 domek ponownie miał dość regularnego mieszkańca – byłego gajowego Waldemara Gapińskiego, który wcześniej pracował także w ośrodku wczasowym „Pod Wodospadem” w Międzygórzu. W trakcie swojego pobytu Pan Waldemar po raz kolejny naprawiał piec, łatał dach i prowadził inne drobne prace remontowe. Niejednokrotnie częstował przychodzących turystów gorącą herbatą. Nie mając stałej pracy schodził czasem po zapomogę do leśniczego w oddziale Stronie Śląskie.

     Obiekt do dzisiaj służy turystom i pracownikom leśnym. Znalezienie go w lesie jest obecnie dość prostym zadaniem, gdyż współrzędne GPS domku i jego fotografie można znaleźć bez problemu na różnych forach internetowych. Miejmy nadzieję, że jeszcze długo będzie istniał. Warto byłoby także zachowywać lub archiwizować metodą fotograficzną księgi pamiątkowe, które są jedynymi pisemnymi Świadectwami wykorzystania tego obiektu5.

 

Literatura

[1] Ciężkowski W., Szwarc J., Śnieżnik – dzieje zagospodarowania szczytu. [w:] Pielgrzymy. Informator krajoznawczy XXXI Ogólnopolskiego Rajdu Sudeckiego 1-4.05.1986, zakończenie na zamku Karpień. Studenckie Koło Przewodników Sudeckich AKT im. dra Mieczysława Orłowicza. Oddział Akademicki PTTK we Wrocławiu. Wrocław 1986, s. 19-29.

[2] Księga pamiątkowa domku myśliwskiego pod Śnieżnikiem. Wpisy od 30.10.1994 do (?15.07).1996. Tytuł: Dziennik pokładowy chatki zwanej „Domek Myśliwski na Czarcim Gonie”; rok budowy 1878. Dom w kształcie imienia wróżki.

[3] Księga pamiątkowa domku myśliwskiego pod Śnieżnikiem. Wpisy od 22.08.2001 do 1.05.2002. Tytuł: Dziennik pokładowy 22.08.2001.

[4] Księga pamiątkowa domku myśliwskiego pod Śnieżnikiem. Wpisy od 2.06.2002 do 21.09.2002. Tytuł: Księga wpisów [nieczytelne]. Księgę spłodził Rafał Zdyb.

[5] Księga pamiątkowa domku myśliwskiego pod Śnieżnikiem. Wpisy od 1.10.2002 do 7.08.2003. Tytuł: Założona 1.10.2002.

[6] Papierniak W., 2006, Śnieżnik, cz. II: Dzieje podszczytowej hali oraz budowli po kłodzkiej stronie. „Sudety”, Nr 2 (59)/2006, s. 28-29.

[7] Staffa M., Janczak J., Mazurski K.R., Zając CZ., Czerwiński J., Słownik Geografii turystycznej Sudetów. Masyw Śnieżnika, Góry Bialskie. Wydawnictwo PTTK „Kraj”, Warszawa 1993.

 

Przypisy

1 Notatki z księgi pamiątkowej domku myśliwskiego pod Śnieżnikiem z lat 1994-1996 [2] wykonano w dniach 29-31.12.1995, ale księga ta istniała co najmniej do 15.07.1996 r., kiedy autor ponownie odwiedził ten obiekt. Pozostałe księgi [3, 4, 5] udostępnione zostały autorowi przez kierownika Schroniska “Pod Śnieżnikiem” J. Fastnachta na początku 2011 r.

2 Przeprowadzono wywiady z “Jasiem” z Gdańska (w domku myśliwskim między 29.12 a 31.12.1995 r.), ze Zbigniewem Dumańskim (Lądek- Zdrój, 31.01.1998) oraz nadleśniczym Mieczysławem Krywienko (Strachocin, zima 2005 r.).

3 Według niesprawdzonych opowieści gości domku z 1995 r. datę tę odczytano w XX w. na jednej z belek wchodzącej w skład drewnianej konstrukcji dachu. Jednak wg Z. Dumańskiego była to pomyłka.

4 Autor pozwolił sobie na skrótowe zapisanie w nawiasach słów uznawanych za niecenzuralne.

5 Autor zwraca się z prośbą o kontakt osób, które mogą uzupełnić lub sprostować informacje zawarte w niniejszym tekście. A może ktoś zachował na pamiątkę lub sfotografował starsze księgi pamiątkowe? Kontakt: marfurm@interia.pl

Marek Furmankiewicz
Artykuł pochodzi z: Pielgrzymy. Informator krajoznawczy poświęcony Sudetom. SKPS, Oddział PTTK przy Politechnice Wrocławskiej, Wrocław, 2011, s. 31-38
Artykuł w formacie PDF do ściągnięcia tutaj... 


  • Dodaj link do:
  • facebook.com
 

Komentarze

  • Wuju2021-10-21 22:47

    Dlaczego my Polacy musimy tak śmiecić dookoła siebie?

    Takie chatki to już egzotyka która sami dewastujemy... u Czechów jakoś można normalnie utrzymać takie miejsca w czystości. A u nas bydło. Jakby Wam w domu nie pozwalali pić alkoholu... i w górach musicie robić chlew.

  • Hrewa2021-10-21 22:49

    Zabierajcie śmieci ze sobą na dół. Nie zostawiajcie w chacie jedzenia!!
    Nikt po was tego nie będzie jadł.
    Niepotrzebnie myszy to wabi i inne zwierzęta.

  • Artur Galas2021-11-12 14:35

    Odnalazłem domek na mapie Messtischblatt nr 3342 z 1912 r. Była ona podstawą do sporządzenia nowego wydania mapy w 1936 r. (wówczas otrzymała numer 5767).

  • Charkowa Wiedźma2021-12-03 06:41

    Kochani chatkowicze, oprócz sprzątania po sobie i drobnych napraw proszę i apeluje do wszystkich "normalnych" zwiedzających i nocujących o ostrożność. Naprawdę uważajcie na nieciekawe towarzystwo przebywające tam weekendowo. Grupki studentów z Wrocławia, ćpunów i innych degeneratów. Nie mówię tu o zapaleniu sobie trawki przy kiełbasie. Mówię o prawdziwych ćpunach niszczących to miejsce. Jeśli tylko napotkacie nieciekawe towarzystwo, odpuście i zejdźcie nawet nocą, czy o świcie do schroniska. Nacięliśmy się ze znajomymi na naprawdę potworną grupę, która zdemolowała większą część chaty w środku jak i na zewnątrz.

Komentarz
Facebook